Dziwne, że sprawy, które mają dla nas najwyższe znaczenie, załatwiamy w nocy. Jakbyśmy mieli nadzieję, że czarna płachta da nam schronienie i nie pozwoli złym nowinom obudzić się wraz z blaskiem świtu…

Takie to dziecinnie naiwne.

View text
  • 4 miesiące temu

Dlaczego ludzie używają Internetu zamiast myśleć własna głową?

View text
  • 4 miesiące temu

Głupi tłum podchwytuje doniosłe słowa.

Irytuje mnie ta cała sytuacja. Nigdy nie wiem jak mam reagować, gdy widzę głupi tłum, który jest napędzany jeszcze większą głupotą.

W tej całej sytuacji jest tyle niedociągnięć, że aż gula w gardle rośnie, bo inni tego nie widzą.

Zamiast reagować na fakt, że ktoś oszukuje na podatkach i nie zapisuje dochodów, chociaż jest do tego zobligowany, to wszyscy kręcą się jak mrówki wokół lizaka, wokół tych, którzy rozmawiali. Może nie o tym, o czym powinni i jak powinni, ale do niczego nie doszło. Nic się nie zmieniło. Podupadł tylko autorytet instytucji. Gdyby chcieli rozmawiać o kontroli nad światem, raczej nie w restauracji - chyba za mało logiczne dla jednych. A do tego, zamiast reagować na nielegalne zachowanie wynikające z tego, że istnieje podsłuch, co jest znowu powtarzam nielegalne, to najgłupsi debile mówią, żeby odwołać cały rząd. Tylko po co? Bo nic się nie stało? Boję się pomyśleć, kto w takiej sytuacji mógłby wygrać i do czego to by doprowadziło cały kraj.

Nie stoję po niczyjej, ale denerwuje mnie jak głosi się koniec wolności słowa. Inni idioci chyba nie rozumieją czym ono jest. Wolnością słowa nie jest publikacja nielegalnie nakręconych rozmów, ale, do cholery, możliwość powiedzenie co się myśli. Wyjście z domu i wypowiedzenie swoich myśli. To jest wolność słowa. Jeżeli chcę powiedzieć, że to mi się nie podoba i to robię, to to jest wolność słowa. Jeżeli chcę głośno powiedzieć/napisać/przeczytać swoje własne zdanie - to to jest wolność słowa. Głupi tłum podchwytuje doniosłe słowa.

View text
  • 4 miesiące temu

Coś za coś.

Strasznie nie lubię, gdy ktoś mi zarzuca jakieś niestworzone rzeczy. Że ja coś zrobiłam, że źle, że nie tak, że powinnam lepiej. Kurde, no… Jak coś robię to staram się robić to na tyle, na ile umiem. O ile nie jest to bardzo ważne, to tez nie będę wypruwała sobie flaków dla czyjeś wygody. Trochę godności.

Nie cierpię też jak ktoś nie docenia tego, co robię. To mnie jeszcze bardziej denerwuje. Bo ja naprawdę często się staram. Dla tych, których kocham, staram się bardzo. I też jest moim błędem, że nie potrafię o siebie walczyć. Innym mówię, co mają robić. Innym doradzam świetnie, ale jak zawsze do swoich rad nie jestem w stanie się dostosować. Jednak trudno jest mi się samej zmienić, kiedy nikt mi w tym nie pomaga. A czy zmiana nie jest indywidualna? Czy jeżeli chcemy coś stworzyć/zmienić/zamienić/zniszczyć musimy zrobić to sami? Ale wtedy bez sensu byłoby staranie się o kogokolwiek. Skoro najważniejsze momenty robimy sami, to po co kogoś do tego włączać?

No właśnie nie. Nie rodzimy się sami. Nie dorastamy sami. Zawsze ktoś obok nas jest. Inaczej byśmy nie przeżyli. To takie uwarunkowanie. Przez cały czas, całe lata, jak żyjemy, ktoś z nami, obok jest. I chcąc - nie chcąc musimy się temu poddać. Bo tylko w plus1 zdołamy czegoś dokonać. Nie pozwólmy nam być samotnymi.

Ale teraz nasuwa się też myśl co z tą drugą osobą? Trochę to logiczne, że jeżeli nas krzywdzi to nie możemy pozwolić się poniżać. Do pokonywania kolejnych kryzysów jest nam potrzebna motywacja, chęć i zapał. Nie presja, zimny oddech na szyi i strach przed porażką. Przede wszystkim trzeba żyć z godnością - nie pozwalać się ani poniżać, ani ubliżać.

Chciałam napisać, ze jestem jak dąb. Silna i niepokonana. Jednak wystarczy tylko silny wiatr i konary się ruszają. A przecież są podstawą. Dlatego nie, ja taka nie jestem. Jestem jak trzcina. Wydaję się delikatna i łatwa do popychania, ale nawet najstraszniejsze burze i wichry nie są w stanie mnie zdmuchnąć. I tak powinien być każdy. Nie ważne jak małostkowi się wydajemy, nasza siła jest potężniejsza niż ktokolwiek by mógł o tym pomyśleć.

Kilka zasad: trzeba się starać; trzeba pozwolić innym do nas zajrzeć; musimy dać się zbadać i ocenić; musimy być silni i twardzi, i niepokonani; musimy zawsze dbać, by inni byli obok nas. I musimy zawsze mieć w głowie siebie na pierwszym miejscu. Bo zdrowy egoizm jest potrzebny jak zdrowy altruizm. I czasem jak gorzka wódka na trawienie.

Każdy jest po coś i każdy jest dla kogoś. Nigdy inaczej, zawsze tak samo.

View text
  • 4 miesiące temu
  • 1

Zło ść

Wściekłam się. Naprawdę się wściekłam. Nie ma nic bardziej denerwującego, kiedy coś, na czym ci zależy mija,a Ty nie masz jak tego naprawić czy tam być. Tak jak teraz. Wiem, ze od godziny trwa to spotkanie i jestem przekonana, że za każdym razem będzie tak samo ciekawe i niezwykłe… Ale co? Ale oczywiście musiałam o tym zapomnieć. Tak, jak pamiętałam przez tak długi czas, dzisiaj musiałam OCZYWIŚCIE zapomnieć. No… no kurwa…. 

Spotkania z takimi osobami są naprawdę niezwykłe. Za każdym razem  wręcz zaniemówiłam z wrażenia. Takie osoby, taka historia, takie opowieści. I każda inna. I każda o tym samym. To jest niesamowite jak człowiek człowiekowi może takie rzeczy wyrządzić. Niesamowite jak inny po czymś takim dalej żyje. Jak jest w stanie pogodzić się z codziennością. Jak z pozoru dla niego zwykłej walki, zwykłego ratowania życia przechodzi do innej rzeczywistości i kupuje chleb rano. Albo wraca do rzeczywistości, bo chyba rzeczywistość wojenna prawdziwą nie jest. To raczej zupełnie inny wymiar.

Wymiar, wymiar… Pamiętam jak raz na polskim laska zadała ogólne pytanie, na które odpowiadał Conrad i Dostojewski. Unde malum? Skąd? Wtedy stwierdziłam, ze zgadzam się z Conradem. Zło tkwi w człowieku. W środku nas. I bardzo łatwo ono nas obezwładnia. Sprawia, że my odczuwamy przyjemność z cudzego nieszczęścia, porażki, krzywdy, krzyku… Dlatego lubimy wywoływać konflikty, bójki, kłótnie, wojny. Podoba nam się kiedy rządzimy i kiedy mamy nad kimś władzę. Jak nie wierzysz, to zapytaj samego siebie czy zgniatałeś ślimaki, chrząszcze czy inne robale… To też się liczy. Bo są mniejsze i słabsze. Ech… potwory z nas.

"Przestajemy się bać potworów, kiedy zdamy sobie sprawę, że nie mieszkają pod naszym łóżkiem, ale w nas."

View text
  • 4 miesiące temu

morał

Morał na dziś: Nigdy nie odwracaj się od swojego wroga dopóki jego głowa nie będzie 10 metrów od ciała.

A każdemu, kto nie czytał = lepiej zacznij.

View text
  • 4 miesiące temu

Wstęp.

Bardzo jestem z tego dumna, także sobie wkleję. A co?

Wybór zawodu, który chciałoby się wykonywać przez całe życie jest trudnym orzechem do zgryzienia. Zawsze mamy wrażenie, że życie rzuca tylko kłody pod nogi, nie dając nam talentu do grania, gdy chcemy być aktorem albo za trudny test do zaliczenia, żeby być inżynierem. Mam wrażenie, że za rzadko skupiamy się nad tym, co nam się udaje, a zdecydowanie częściej nad tym, co po prostu nam się podoba i właśnie dlatego tak trudno nam się sprecyzować, co chcemy w robić.
A przy tym wszystkim nie myślimy o nas z przyszłości, tylko o nas z teraźniejszości. Przykład: jeżeli jestem dobra z matematyki i ciekawi mnie ekonomia, jednak kocham teatr i kino, to zamiast zadręczać się faktem, że po raz szósty nie przyjęto mnie do Akademii Teatralnej, powinnam rozważyć to jako hobby, zajęcia dodatkowe. Za dnia mogę pracować w banku, a wieczorami udzielać się na kółkach dyskusyjnych o zawiłości i kompozycji szkatułkowej w filmach Wojciecha J. Hasa.  Myślę, że jest bardzo ważne uświadomienie młodym ludziom, że w dzisiejszych czasach naprawdę możemy wszystko.
                Ważna jest też systematyczność lekcji. Obiecując uczniom, że pomoże im się w podjęciu ważnej decyzji, trzeba spełnić swoją powinność. Trzeba szanować ich i ich decyzje i doradzić jak najlepiej wybrać. Ważna jest też współpraca z rodzicami. Nie każdy rodzic zdaje sobie sprawę z tego, jak ważne są te decyzje, które podejmujemy samodzielnie. Jest to bardzo duży krok dla młodego człowieka. Doradca i przede wszystkim rodzice służą dobrą rada i pomocą, nie powinni decydować za nich.
                Dlatego opracowując scenariusz lekcji, będę starała się pomóc uczniom odnaleźć i zrozumieć przede wszystkim siebie. Zapoznać ich z możliwie największą liczbą zawodów, które mogą wykonywać i pokazywać, że nie ma podziału między dobrymi a lepszymi profesjami. Bo to, co robimy definiuje nas i nie możemy pozwolić, żeby ktoś nam wmówił, że nasza praca jest mało lub całkowicie  niewartościowa.

View text
  • 4 miesiące temu

Strumień świadomości.

Od paru dni chcę o czymś napisać, ale nie pamiętam o czym. Albo nie mam czasu czegoś napisać. Albo jeszcze jest taka opcja, że nie mam jak napisać. Więc postanowiłam, że po prostu napiszę o tym, o czym myślę. Tak. Tak chyba najłatwiej będzie.

Ale zaraz. Za dużo myśli kłębi mi się w głowie. Ech… Czasem za dużo myślenia wcale nie jest takie dobre. Szczególnie u osób, które mają problem z organizacją i skupieniem. Chcę coś zrobić, ale milion receptorów w mojej głowie mówi mi co innego. Tak, jak wtedy, kiedy chciałam zrobić prezentację - najpierw to, potem tamto. Muszę jeszcze zrobić coś tam i siam. Bam, bam, bam i ewentualnie mogę zasiąść, żeby otworzyć komputer. Aż mi wstyd było. Ale to już nie moja wina - taka się urodziłam. Myślę, że kiedyś zrobię sobie te testy i wyjdzie co myślę, że wyjdzie i udowodnię sobie i sobie, że nawet tacy, jak ja dają radę.

Bo to, z czego jestem dumna, to właśnie to. Wiem, moje wypowiedzi są pełne sensu i formowane w pełnych zdaniach, ale taka jestem. Przepraszam, nie mam za co. Jestem dumna z tego, że potrafię odróżnić dobre od niedobrego. Że umiem nauczyć się paru prawd. I jeszcze z tego, a chyba przede wszystkim z tego, że umiem i wiem jak samemu do czegoś dojść. To mi się bardzo podoba. Ktoś rzuca jakiś urywek informacji, a ja wiem jak to potem ze sobą połączyć. To nie jest takie proste wbrew pozorom. To do czego inni potrzebują czasu na zastanowienie, ja czasem potrafię na poczekaniu wymyślić. I jestem dumna z tego.

Dumna też jestem z tego, że potrafię powiedzieć co myślę. Nie obrażając nikogo (choć tak nie zawsze się udaje), powiem co myślę. To też wcale nie jest takie łatwe. Bo wielu nie tyle co się boi, ale nie chce im się nic mówić. A to, uważam, jest jedno z gorszych czynów, jakiego możemy dokonać. Bo to chyba niszczy nas jako ludzkość. Brak chęci do mówienia. Jak mamy się komunikować, jak mamy dążyć razem do jednego celu, kiedy nie chce nam się mówić. To nie jest świadomy wybór, tego jesteśmy poniekąd uczeni od małego. Świadomym by był wtedy, kiedy powiedzielibyśmy coś.

Dlaczego wolimy milczeć, kiedy mamy prawo głosu? Dziś możemy żyć tak, jak nam się to tylko podoba. I boję się chyba, że nie będę w przyszłości potrafiła z tego korzystać. To też nie jest łatwe. Jest wiele oznak odwagi. Odwagą może być coś, co dla drugiego jest dniem powszednim. Nie wiem czy dałabym kiedykolwiek z ręki dać tygrysowi jeść, a inni robią te codziennie. Z drugiej strony ja mogę……………………… co ja mogę? Chyba to, co napisałam wcześniej. JA dziś mogę bez obawy wyjść z domu i nauczyć się czegoś. Zjeść coś kalorycznego. Ja mogę zadecydować komu pomóc. Ja mam tę władzę w swoich czynach.

I tu z kolei pojawiają się dylematy nad czynami. Co jest dobre? Czym się kierować? Co kieruje nami? Czy kierować się moralnością? Ale czym ona jest? Jakie wartości są wartościowe? A jakie są bardziej wartościowsze? Nie wiem. Nikt nie wie. Bo to wszystko ustalamy my sami. Chociaż boję się decyzji ludzi, to najpiękniejszą rzeczą jaką możemy zrobić, jest właśnie wybór wartości. Myślę, że ważną zasadą w życiu jest kierowanie się dobrem dla drugiego stworzenia. Bo nie chcę mówić tylko o ludziach. Co jest dla mnie bardzo ważne. Nie chcę dzielić stworzeń na te, które warto szanować, a które nie. Ale też sama je dzielę. Opiekuję się tylko tym, co jest wokół mnie. Rzadko patrzę na to, co się dzieje dalej niż najbliższy okrąg. Kółko. A chciałabym inaczej. Chciałabym mieć tą odwagę, która pozwoli mi na dokonywanie rzeczy kolejnych i tych samych, ale pod różnym kątem.

I to by było chyba na tyle. Kolejna porcja ciekawostek z życia moich myśli. Dziękuję za uwagę i pozdrawiam.

View text
  • 4 miesiące temu

Zmiany

Na początku warto zawsze zaznaczyć, że ludzie się nie zmieniają. Jest to niemożliwe. Myślę, że gdyby naukowcy (szczególnie amerykańscy) przeprowadzili megadrogie badania na ten temat, zobaczyliby, że powierzchownie metamorfoza przepadła w 99.99%, ale wewnątrz na może 3,5%. Dlaczego? Pytam się dlaczego tak się dzieje, że nie potrafimy się zmienić?

Sama mam ten problem. Staram się jak mogę, ale i tak nic z tego nie wychodzi. Co chcę w sobie zmienić? To, ze jestem tchórzem. Straszliwym tchórzem. Jak to już kiedyś sobie napisałam: “To nadzwyczajna ironia. Bać się tego, czego pragnie się z całego serca.”.

Jak już wcześniej wspomniałam, ludzie zmieniają się powierzchownie. Też się tak zrobiłam. Wyjechałam taka, wróciłam zupełnie inna. I bardzo dobrze mi z tym. Jestem na prawdę szczęśliwa, że pozwoliłam sobie na bycie sobą. Już nie boję się powiedzieć tego, co myślę. Ale tylko myślę. Bo jak zawsze boję się tego, co czuję. Nie chcę po sobie dać znać, ze coś mnie ruszyło, że zabolało, że cokolwiek. Nie. Zawsze najłatwiej jest udawać, że nic się, do cholery, nie zdarzyło.

Chciałabym mieć kogoś obok, kogoś kto mnie wesprze w trudnych chwilach. Ale jak ktoś ma mi w nich pomóc, kiedy na serio rzadko się zdarza, żebym komuś powiedziała co mi w duszy gra. Nawet, kiedy gra marsz żałobny jak powiem, że Mandelsona. I po co mi to? Dlaczego tak trudno mi jest wymusić w sobie odwagę?

Mam nadzieję, chyba, że jest to kolejna forma ćwiczeń. Tak, jak już nie boję się tego, co inni o mnie pomyślą, czy stwierdzą, że jestem bezduszną kreaturą, która spacyfikowałaby wszystko i wszystkich, sądzę, że kiedyś nie będę się bała powiedzieć komuś, że nie pasuje mi jego zachowanie.

Tak, jeżeli spotkałabym dobrą wróżkę, to poprosiłabym, żeby dała mi odwagę na odważenie się dokonania czegoś nowego. Bo po co się bać? Świat jest zbyt piękny i świeży na banie się. A tu znowu pojawia się ironia: nie bałabym się skoczyć ze spadochronem, na bungee, nie boję się najwyższych i najszybszych rollercoaster’ów, ale jak cholera boję się powiedzieć to, co siedzi we mnie.

Boję się tego, że się boję. Boję się też zbliżenia, bo to coś dla mnie nieznanego. Zawsze coś nowego. I wygłupiam się jak mogę, żeby odreagować stres. Każdy mój głupi odruch, każda odzywka jest zwieńczeniem tego małego stracha siedzącego w środku. Siedzi tak między mostkiem a gardłem.

I ciekawe czy boi się jak ja, czy śmieje się z tego, że tylko ja to odczuwam?

View text
  • 4 miesiące temu

Kto z nas się szanuje, kiedy naprawdę kocha?

W. J. Has - “Jak być kochaną”
View quote
  • 5 miesięcy temu

Wybacz, jestem tchórzem.

View text
  • 5 miesięcy temu

Lubię filmy

Zwłaszcza życiowe. O miłości.
O mojej i twojej ułomności.

View text
  • 7 miesięcy temu
View photo
  • 8 miesięcy temu

I see fire inside the mountain.

View quote
  • 8 miesięcy temu
x